Dragon Ball Z: Battle of Gods
Dragon Ball to dla mnie ważny, nasiąknięty nostalgią etap w życiu. Moja rodzina nigdy nie miała satelity ani kablówki, załapałam się więc tylko na kilka odcinków po niemiecku, na RTL2, odwiedzając kolegę. Kupowałam za to mangę - zaczęłam od siódmego tomu, ale dziś posiadam wszystkie 42 (ale fizycznie są u znajomej). Dzięki czemu robiłam karierę wśród oglądających serial kolegów z klasy, pożyczając im nowe tomiki.
Dziś większość z nich wyrosła z bajeczek, ale ja nie. Dlatego próbowałam kilkukrotnie oglądać kinówki Dragon Balla, którego wolę od serii Z czy GT, a sam serial animowany wydaje mi się zbyt długi. Skutek oglądania tych kinówek był marny - wszystkie opowiadały znaną mi już historię na nowo, ale w nudny, wtórny, przegadany i pozbawiony wyobraźni sposób. Nie wiem więc nawet, dlaczego w ogóle sięgnęłam po film na podstawie mniej lubianej przeze mnie serii z dorosłym Goku.
![]() |
Nie byłabym sobą, gdybym nie wcisnęła tu tyle Tenshinhana ile tylko się da. |
![]() |
Źli, oj jak bardzo źli. |
![]() |
Niestety, to statyczny kadr, nie usłyszymy śpiewu Piccolo. |
Mamy tu sporo żenujących, dla niektórych nawet niesmacznych, elementów. Głównie za sprawą wspomnianej grupy Pilafa, którym w końcu udało się zebrać Smocze Kule, a Shenlong zamienił ich w dzieci (prosili o odmłodzenie, ale nie sprecyzowali, o ile), tak też są traktowani przez nierozpoznających ich po latach głównych bohaterów. Mamy totalnie debilny power-up Goku, no bo przecież jakiś musiał być, aczkolwiek spodobało mi się fabularne wykorzystanie postaci, która jeszcze się na świecie nie pojawiła. Mamy postać z wiedzą, której nie powinna mieć, no ale musiała się pojawić, więc i musiała mieć coś do roboty. Mamy wreszcie tańczącego Vegetę-tsundere i pijanego Saiyamana.
![]() |
GOHAN WIECEJ NIE PIJESZ. Dokładnie to mu powiedziała. Pomyśleć, że kilkanaście lat temu robiliśmy sobie żarty, rzucając takim tekstem. |
Na szczęście te wszystkie wady bledną w obliczu fantastycznego Głównego Złego, a raczej Głównego Znudzonego, Billsa. Mam duży problem, żeby opowiedzieć o nim nie zdradzając za dużo, wspomnę więc może tylko, że gość zachowuje się jak kapryśny kotek i lubi dobre jedzenie. I jest supersilny, załatwia SSJ3 Goku dwoma ciosami.
Jestem pozytywnie zaskoczona tym filmem, nie spodziewałam się już po animowanym Dragon Ballu niczego dobrego, wszystko bezustannie mnie rozczarowywało. Podejrzewam, że dziś nawet wspominane z sentymentem Deadzone i Tree of Might by nie dorosły do oczekiwań. Ja nawet nie planowałam oglądać Battle of Gods, ściągnięcie filmu było tylko impulsem. Dobrym, na szczęście. Jeśli macie sentyment do Goku i spółki i znajdziecie trochę czasu - obejrzyjcie.
![]() |
Fantastyczne napisy końcowe, kartkujące całą mangę. I jeszcze jeden Tenshinhan na dokładkę. |