Na papierze: Arigato #18
Mojej miłości do Jojo's Bizarre Adventure nie pomieści cały internet! Na szczęście mili państwo z redakcji Arigato pozwolili na wylanie jej odrobinę w realu, na papierze.
Poza moją recenzją i odrobiną znęcania się nad najnowszymi i mającymi wyjść anime: dużo dobra. Prześmiewcza Loższka, felieton Papieża Fandomu Mangowego, plakaciki, recenzje mang i anime, oraz tekst o najlepszym japońskim zespole - Perfume!
A ponieważ jest to mój pierwszy raz z prasą papierową, poniżej kilka wrażeń!~
Deadline. Dostałam dwa tygodnie, ludzki czas, da radę wyrobić te parę tysiączków znaków. Niestety, robię zawsze wszystko na ostatnią chwilę. W rezultacie zestresowałam się, a gdy się bardzo denerwuję, rozstraja mi się układ trawienny. Także tego, no, chwała niebiosom za laptopy z wifi, jeśli wiecie co mam na myśli.
Limit znaków. Nie może być ich być za dużo, nie może być za mało. Nigdy nie mieszczę się w limitach - co możecie zauważyć na samym blogasku, sam niniejszy tekst ma tyle co jednostronicowa recka w Arigato. Plan był więc taki, że napiszę, a potem poobcinam, jak zawsze robię w pracach pisemnych, ale, ostatecznie, powstrzymałam się przed poruszeniem niektórych tematów. Nie ma więc nic o doskonałości obu openingów i endingu. Nie ma o tym, że panie ze słynnego CLAMPa są tak wielkimi fankami Jojo, że zaczynały karierę doujinem z trzeciej części, a potem wielokrotnie do niej nawiązywały, choćby całym Wishem czy czapeczką Zuishou w Kobato. Nie ma, że większość nazw własnych jest wzięta od nazw zespołów, albumów i piosenek, głównie rocka progresywnego. Że "Jojo" to z piosenki Get Back Beatlesów. Ugh. Frustrujące. Przynajmniej jeden fandomowy mem wcisnęłam.
Współpraca. Może przez to, że jestem stałym bywalcem IRCa Arigato i trochę się z nimi znam, a może przez to, że są po prostu fajnymi ludźmi - żadnej z opcji nie wykluczam. Pełna profeska i zrozumienie, że troszeczkę przekroczę dedlajn, że tutaj głupota w tekście, odpowiadanie na pytania, no, miłość i przyjaźń. Polecam taką współpracę.
Tekst drukowany. To zupełnie co innego, niż notka na blogu! Na szczęście już odzwyczaiłam się od emotikon i dziwnej interpunkcji. No, prawie~ Ale na papierze nie mogę linkować do rzeczy, jak dwa akapity temu, nie mogę używać określeń, które wymagają długich tłumaczeń. Ostateczny kształt zdań nie zależy ode mnie, bo wszystko przechodzi jeszcze przez korektę i redakcję, a naczelny jest profesjonalnym dziennikarzem z wieloletnim doświadczeniem. No i to, że piszę długaśne, wielokrotnie złożone zdania. Z tym zresztą miałam problem, bo w jednym miejscu mi się źle składało, zwykłe rozbicie zdań pomogło.


Ten numer jest magiczny. Nie dość, że to mój prasowy debiut, to wreszcie wygrałam wyścig z redaktorem naczelnym - zawsze bowiem próbowałam zdobyć mój egzemplarz Arigato przed nim i wczoraj się udało. Wreszcie jestem prawdziwym największym fanem!